Pomysły mądre i pomysły głupie 2009-01-24 23:29:04


"Mam tu motorolkie perełkie, wszystko w porządku, po gwarancji tuż, no i nie gubi zasięgu przede wszystkim. 1000 funtów syryjskich, bierze pan?"

Tak naprawdę powzięliśmy śluby kupienia sobie po skórzanej katanie, ale na razie tylko Filipowi się udało, jak widać na zdjęciu. Nie żebym mu nie zazdrościł, jak widać na drugim zdjęciu.


Dla odmiany od codziennego reporterskiego znoju postanowiliśmy ukulturalnić się w Damaszku właściwym. Magda powiedziała nam że widziała na ulicy plakat koncertu niejakiego popularnego tu Marcela Khalife, i nawet po długich poszukiwaniach udało sie nam go namierzyć w internecie. Koncert miał być w Opera House, i Magda zasugerowała żeby kupić wcześniej bilety. Ale nie doszliśmy skąd je wziąć, więc 10 minut przed rozpoczęciem koncertu przyjechaliśmy pod operę.

Zostaliśmy otoczeni przez tłumek który nie bardzo przypominał te do których przywykliśmy. Panowie w gajerach, panie z klasą i aurą, mało hidżabów na ich głowach. Wszyscy machają biletami, wejścia do budynku strzeże ważny i zdenerwowany bileter, który odbiera co jakiś czas informacje ile jeszcze czekamy i ilu jeszcze wpuszczamy. Pytamy kilka razy gdzie można kupić bilety ale szybko orientujemy się, że to nie będzie takie proste. W końcu przestano wpuszczać i została mała grupka, która próbowała pozyskać łaskę biletera.

 

Zrezygnowani, postanowiliśmy przejść się na około budynku i podpatrzeć co się dzieje w środku. I w ten sposób znaleźliśmy wejście dla niepełnosprawnych. Spróbowałem - otwarte! Cofnęliśmy się na krótką naradę i rekonesans rozmieszczenia sił porządkowych, po czym przybraliśmy miny Burzyniaka mającego zamiar coś zbroić, i raźno weszliśmy do środka. Nie zatrzymywani przez nikogo, wręcz przeciwnie - skierowani gdzie trzeba przez bawiących wciąż we fłajerze gości trafiliśmy przed główną salę. Tam jeszcze elegancka zaimprowizowana ściema że jesteśmy z prasy coś tam ktoś tam nas wpuścił na dole coś tam, że na pewno nie będziemy robić zdjęć, i po chwili siedzimy grzecznie na schodkach na balkonie i słuchamy orkiestry symfonicznej, chóru, i dwóch solistów śpiewaków.

 

To co się działo określiłbym jako spektakl słowno-muzyczny w stylu teatralno-mjuzikalowym. Na przemian tonalne utworki na orkiestrę, śpiew w stylu arabskim, i natchniona recytacja. Styl kojarzył mi się z polskim tęsknym romantyzmem, podobnie jak kilka innych spotkanych dotychczas przejawów kultury palestyńskiej. Czy zawsze uciśnioność narodu pod zaborem albo na obczyźnie owocuje powstaniem takiego stylu?

 

Ogólnie było ładne i nam się podobało. Na koniec Marcel zaintonował jakąś pieśń którą zaśpiewała cała sala, po czym owacjom nie było końca. Teraz zostało już tylko wziąć pozostawione przez kogoś bilety by w razie czego wywołać na twarzy biletera długą minę, i ruszyć na dół.


Filip i Baszar Al-Assad.


Jaser Arafat i Filip.


Mars 2087. W mniej prestiżowych dzielnicach Xin' Yang, stolicy planety, zaczynają pojawiać się meczety.


Filip w akcji.


Jacu w akcji.


Jacu przy pomocy mikrofonu schowanego przed wiatrem w arafatce rejestruje szum Damaszku w porze obiadowej z góry Kasjun.


Filip i Magda definiują arabski sposób przeprowadzania napraw bieżących wyposażenia restauracji, podczas gdy jej pracownicy próbują rozstawić dla nas zepsuty parasol. Na ich usprawiedliwienie trzeba przyznać że to był pierwszy deszcz od kiedy przyjechaliśmy.


Zenon & Zenon.

 

Tekst: Jacek. Zdjęcia: Filip, Jacek.

Damaszek, 24-01-2009

Tagi: opera, mars, magda, syria, damaszek, marcel khalife, burzyniak, zenon

skomentuj (6)

Auta 2009-01-24 00:06:08

Uwaga: dla nie-koneserów ten wpis może szybko zrobić się nudny...

Podobnie jak architektura, eklektyczna i posklejana jest w Damaszku motoryzacja. Ale o ile domy są (nie)zaprojektowane lokalnie i przeważnie bez dbałości o takie szczegóły jak proporcje i piękno, o tyle samochody reprezentują najwyższe wzloty (jak i najniższe upadki) światowego wzornictwa w tej dziedzinie z ostatnich pięćdziesięciu lat. Dla miłośnika starych samochodów jest to istna uczta, która przez pierwsze dwa dni skutecznie rozpraszała moją uwagę, wzbudzając zaniepokojenie Filipa.

Patrząc na dowolną ulicę najpierw zauważymy prawdopodobnie średniej wielkości nowego hyundai'a, a za nim kię rio i żółtą taksówkę marki Saba (nie mylić z Saabem, będącym jej dokładnym przeciwieństwem) - czyli wersję sedan starej mazdy 121. I dobrze, bo swoją nudą świetnie przygotowują teren na przejazd eleganckiego trzydziestoparoletniego peugeota 504, często z wszystkimi oryginalnymi detalami i błyszczącym chromem. Po tym wydarzeniu scenę pozamiata wąziutka furgonetka marki Chana o korzeniach japońskich (na starym mieście zginęliby bez tych furgonetek) i może kolejna żółta taksówka, tym razem klasyczna łada. Ale już słychać zapowiedź następnego aktu - głęboki pomruk silnika V8 zapowiada któregoś z najklasyczniejszych amerykańskich krążowników szos z lat 70. Pontiaki, chevrolety i dodże o długości od pięciu metrów wzwyż, na przemian idealnie utrzymane i pokryte patyną, zachwycają na każdym rogu.

 

Za nim drogę toruje sobie jeszcze starszy autobus, pokryty dziesiątkami lamp i lampek, i możemy już odetchnąć - dalej przejedzie pewnie nowa chińska podróbka pierwszego seata toledo (specjalizującej się w podróbkach wszystkiego marki Chery albo Cherry albo Shery - nawet nie wiadomo jaka jest oryginalna nazwa), któraś z licznych postaci matiza, i tavria pick-up ze znaczkiem kia na masce. Potem może się pojawić świetnie utrzymany dwudziestokilkuletni mercedes klasy S, i znów któryś ze starych peugeotów z czwórką na końcu - dajmy na to 404 kombi. Zanim oderwiemy się od widowiska na pewno zaprezentuje się jeszcze przypomniany ostatnio w pewnym dobrze znanym przeboju piosenkarskim fiat 131 mirafiori (zagadka: w jakim?), rzadziej jego tandetna turecka podróbka marki Tofas.

 

Role drugoplanowe obsadzają stare auta japońskie (np. mitsubishi lancer albo mazda 929), czasem nowe szpanerskie bryki z niemieckiej górnej półki czy nowe amerykańskie, często na numerach saudyjskich. Są też wersje sedan modeli dobrze znanych - peugeota 206, vw polo, forda fiesty, jak i opel corsa pick-up.

Ja wybieram mirafiori, Filip - batmobila, i ruszamy na kolejną wycieczkę po mieście. Na szczęście już się trochę przyzwyczailiśmy (Filip już dawno), i skupiamy się na poważniejszych rzeczach - w poniedziałek z pomocą znajomego gospodarzy - Palestyńczyka - zrobiliśmy kolejną, o wiele tym razem ciekawszą i bardzo owocną wycieczkę do Jarmuka.

 Mi Mirafiori.

 Batmobil.

 Saba Saipa. Zaufalbys/zaufalabys samochodowi o takiej nazwie? 

 Peugeot 504.

 Ktos zna takie Renault?... 

  Bardzo klasyczny Mercedes w wersji lsniacej...

 ...i posklejanej skoczem.

 Opel Kapitan.

 

 Peugeot 404. 

 Tryptyk damascenski.  

 

Tekst: Jacek. Zdjęcia: Filip, Jacek.
Damaszek, 20-01-2009.

Tagi: motoryzacja, mirafiori, syria, damaszek, stare samochody, peugeot, renault, saba saipa

skomentuj (1)

Hamaszek 2009-01-21 12:25:35

W sobotę wybraliśmy się do Jarmuku – dzielnicy na południu Damaszku zamieszkanej w dużej większości przez Palestyńczyków – uchodźców z 1948 roku i ich potomków. Wiedzieliśmy wcześniej, że jest to „normalna” miejska dzielnica – rzecz warta zaznaczenia ze względu na fakt, że inne skupiska Palestyńczyków w tym kraju to zorganizowane i zarządzane przez ONZ obozy. Wiedzieliśmy też, że Palestyńczycy w Syrii cieszą się swobodami obywatelskimi (przy jednoczesnym ograniczeniu pewnych praw), bez przeszkód pielęgnują swoją tożsamość narodową, i że Jarmuk jest ich społeczno-kulturalnym centrum. Wiedzieliśmy wreszcie, że od ponad dwóch tygodni trwa masakra ich rodaków w strefie Gazy.

 

Wysiedliśmy z taksówki na głównej ulicy dzielnicy, która wyglądem nie odbiega zbytnio od innych zewnętrzych dzielnic Damaszku: chaotyczna kilkupiętrowa architektura, taksówki, furgonetki i motory, kebaby, kawiarnie, spożywczaki, usługi i ciuchy. Mniej natomiast widać wszędobylskich w centrum portretów Baszara Al-Assada, lubianego przez Syryjczyków prezydenta – zamiast niego na ścianach, słupach i w sklepach porozklejane są palestyńskie materiały propagandowe: Arafat, flaga narodowa, drastyczne świeże zdjęcia z Gazy, flagi Hamasu, itp. We wszystkich sklepowych telewizorach lecą relacje z Gazy (podobnie zresztą jak w większości sklepów w reszcie Damaszku), a w nich drastyczne sceny jakich nie pokazują zachodnie telewizje. Na chodniku namalowane są flagi izraelskie do codziennego deptania po drodze do pracy i szkoły (domagają się odnowienia bo już ledwo je widać). Generalnie życie toczy się normalnie ale wyczuwa się żywe zainteresowanie sprawami narodowymi i przejęcie bieżącymi wydarzeniami.

 

Tak czy siak jest przepiękna, bezchmurna pogoda, w cieniu kilkanaście stopni, a my, odświeżeni pysznym i taniutkim sokiem ze świeżych pomarańczy z cukierni u przemiłych Palestyńczyków, idziemy dalej wgłąb dzielnicy. Im dalej tym skromniej – domy coraz prostsze i nieotynkowane, biznesiki coraz drobniejsze, warsztaty samochodowe, wreszcie wesołe miasteczko. Skręcamy w boczną ulicę i coraz częściej przychodzi nam do głów słowo slums. Z rzadka ktoś zagaduje albo kłania się z uśmiechem, ale niestety rozmowa się nie klei bo zarówno nasz arabski jak ich angielski są niemal równe zeru.

 

Wracamy na główną ulicę i kierujemy się z powrotem gdy na placu przy głównym meczecie zastajemy zgromadzenie. Nietrudno domyśleć się o co chodzi: to oczywiście demonstracja patriotyczna. Nastroje na przemian pogodne i bojowe. Dzieci układają na chodniku mapę Palestyny (kontur Palestyny większość z Was kojarzy zapewne jako kontur Izraela), ale i wymachują flagami Hamasu. Zastanawiamy się kto to w ogóle zorganizował (Hamas? bo chyba nie Fatah? ludzie sami tak? wszyscy po trochu? a może to na jedno wychodzi?). Na te i inne pytania, których rodzi się nam mnóstwo, w kolejnych dniach będziemy szukać (i znajdować) odpowiedzi.

 

Niedzielę poświęciliśmy na zdobywanie kontaktów i kolejne spacery po centrum Damaszku, z których relacja niebawem.  

Tekst: Jacek. Zdjęcia: Filip.

Damaszek, 21-01-2009

Tagi: palestyna, syria, hamas, damaszek, palestynczycy, shanty town, yarmouk

skomentuj (3)

Damaszek! 2009-01-19 12:06:47

W piątek wczesnym ranem przylecieliśmy do Damaszku. Damaszek jest podobno najstarszym nieprzerwanie zamieszkanym miastem na świecie. Wymień starożytną albo nowożytną cywilizację a powiem ci jak zaznaczyła się ich tu obecność. Akurat teraz Damaszek pełni funkcję stolicy dla państwa syryjskiego i funkcję domu dla 1,5 do 4,5 miliona osób (zależnie od źródła).

 

Po przejściu kontroli paszportowej od razu ogarnęło mnie uczucie ulgi związane z uwolnieniem od drobiazgowych reguł i zasad charakterystycznych dla Europy. Wiozący nas do centrum stary autobus rzęził przyjemnie a gdy bilety zapodziały nam się gdzieś w licznych kieszeniach pan tylko się uśmiechnął. Jechaliśmy sporo szybciej niż pozwalałoby jakiekolwiek ograniczenie dla autobusów w Unii Europejskiej. Na drodze poczułem się swojsko – styl jazdy i niepisane zasady ruchu do złudzenia przypominają te w Indonezji, mimo że przecież nikt ich nie uzgadniał a do Dżakarty stąd tysiące kilometrów.


Podobny brak zasad zdaje się panować w dziedzinie architektury. Dom w którym mieszkamy zdaje się być zbudowany w stylu: „no dobra chłopaki, to od czego zaczniemy? W sumie schody by się przydały to byśmy mogli coś na piętrach już zacząć. OK, zróbmy schody. Styknie? Dobra, no to teraz może drzwi do mieszkań. Macie jakieś? To nic że każde inne, dawajcie je tu, to zrobimy im framugi. Aha, tu na półpiętrze będzie mieszkanie, tak? W porządku, to doróbcie trochę schodków w rogu i jakieś wejście, OK, jest fajnie”. A i tak na oko to jeden z lepszych domów w tym mieście.

Schody w naszym domu

Widok z okna

Podobnie wyglądają ulice. Każdy dom różni się od sąsiedniego a i nierzadko niższe piętro od wyższego: wiele budynków wieńczą urocze dobudówki czyli im wyżej tym prowizoryczniej. Na tym tle bardzo łatwo zauważyć budynki pokolonialne francuskie – stare, proporcjonalne, i z okiennicami.

Dobudowka

Francuska architektura kolonialna 
Korzystamy z gościnności Konrada, czyli kolegi nauczycielki arabskiego Filipa. Konrad studiuje arabistykę na UW, a także nauki polityczne i studia bliskowschodnie we Francji, a obecnie zalicza rok za granicą, intensywnie uzupełniając nieliczne już braki w swoim arabskim. Na dodatek wywodzi się ze starego dobrego Targówka i ku niemałemu trójpólnemu zdumieniu (implikującemu wnet przechylenie szklaneczek dla symbolu) okazało się że chodził do podstawówki z naszymi starymi dobrymi kolegami.

Mieszka tu też Magda, absolwentka Middle-Eastern Studies na University of London, w Damaszku również na kursie arabskiego. Wie zaskakująco dużo o sprawach Palestyńczyków w mieście i w regionie – jest Pół-Polką pół-Palestynką, w dodatku byłą dziennikarką z wciąż niewydalonym bakcylem profesji. Wieczory i ranki spędzamy więc całą czwórką na rozmowach z gospodarzami o sprawach wesołych i bardzo poważnych.

Konrad i Jacek na dachu domu

Jako że jest piątek czyli po muzułmańsku niedziela i wszystko zamknięte postanawiamy przejść się po mieście. Wychodzimy na ulicę a tam całkiem ciepło – taki kwiecień. Dopiero wieczorem temperatura skurczy się do palców jednej ręki. Jest różnica w zapachu – momentami czuję nie dający się do końca określić zapach o proweniencji najpewniej gastronomicznej – znany mi już z Jawy. Ze sklepów i bazarów dochodzi tzw. muzyka kebabowa (czyli bliskowschodni pop), z ulic – częste i krótkie klaksony. Co kilka godzin na to wszystko nakładają się śpiewy muezinów z oświetlonych zielonymi jarzeniówkami meczetów.

 

Idziemy przez duży kilkusetletni suk (skrót od: sukiennice) [fot] który kończy się nagle rzymską bramą, za którą zaczyna się stare miasto. Od reszty różni się ono niższą, gęstszą i przeważnie bardzo wiekową zabudową, a główna arteria jest zauważalnie nastawiona na turystów. Nie występuje tu natomiast nagabywanie przybyszów z Zachodu o kupienie wszystkiego, ani nachalność ofert transportowych – co wynika po części z faktu iż Syria do niedawna była państwem stosunkowo zamkniętym na świat zewnętrzny, a porządek regulował dobrze zorganizowany aparat władzy (sytuacja przypominająca Polskę z przełomu lat 80./90.).

 

Na stare miasto jeszcze wrócimy, a następnego dnia poszliśmy do zamieszkanej głównie przez palestyńskich uchodźców dzielnicy Jarmuk (głównego celu naszej misji), o której opowiemy w następnej relacji.

Tekst: Jacek. Zdjęcia: Jacek, Filip.

Damaszek, 18-01-2009


Suk Al-Hamidija
 

Rzymska brama

Klimatyzatory
 

Niedokonczony wypasiony hotel

Tagi: francja, syria, damaszek, arabistyka, architektura kolonialna, targowek, tgk

skomentuj (3)

Damaszek 2009 2009-01-13 11:56:22

Hej hej biorę głos!
Oto najnowszy internetowy projekt znanego andergrandowego koletywu Fil - Jac. Co tu się będzie pojawiało? Jeszcze nie wiadomo. Wypadkowa słowa i obrazu rodem z Bliskiego Wschodu - bo o tym miejscu będzie pisane i to miejsce będzie pokazywane na zdjęciach. To jest więcej niż pewne i tyle jak na razie wiadomo. Wpisy zaczną pojawiać się najwcześniej 16...17 stycznia.
Zapraszamy - Jacu i Felipe!

Tagi: fotografia, podróż, palestyna, syria, damaszek, faja wodna, halal

skomentuj (7)

Księga Gości